| SYSTEMY - INTEGRACJA - E-BIZNES |
| [Spis treści] | TELEINFO nr 01/2000, 3 stycznia 2000 r. | [Strona główna] |
|
Tomasz Drabek
Nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, że IBM jest jednym z największych graczy na rynku e-biznesowym. Ponad 20 mld USD jego przychodów jest generowanych przez potrzeby tego sektora. 25 największych firm internetowych, takich jak Yahoo!, America Online czy Amazon.com, wygenerowało w minionym roku ok. 5 mld USD przychodów tracąc przy tym ok. 1 mld USD. Tym samym ich wartość rynkowa jeszcze do niedawna była o 50 proc. większa od wartości rynkowej IBM. - Jednak obecnie IBM generuje większe przychody i zyski z e-biznesu niż wszystkie czołowe firmy internetowe razem wzięte - uważa Louis Gerstner, prezes i dyrektor generalny IBM. Jak to możliwe? Otóż IBM robi to wszystko, co jest niezbędne do odnoszenia sukcesu w Wieku Informacji: pomaga firmom handlowym zarówno w umieszczaniu swoich znaków firmowych w Internecie, jak i doradza im w kompleksowym przekształceniu prowadzenia biznesu z wykorzystaniem sieci. Nie było innego wyboru Obecnie IBM szacuje, że 25 proc. jego przychodów (czyli ok. 25 mld USD) pochodzi z usług związanych z e-biznesem. A to jest ok. 50 proc. więcej, niż przychody Sun Microsystems - firmy, na której serwerach prowadzona jest większość biznesów internetowych. Co ciekawe, 75 proc. przychodów IBM związanych z e-biznesem pochodzi ze sprzedaży technologii internetowych, oprogramowania i usług, a nie ze sprzedaży mainframe'ów, z których IBM był dotąd tak dobrze znany. Z drugiej strony, IBM sam staje się jednym z największych użytkowników Internetu na świecie. Firma spodziewa się, że już w br. jej sprzedaż online, głównie komputerów PC, sięgnie 12 mld USD, czyli prawie cztery razy więcej niż w roku ubiegłym (3,3 mld USD). Równie oszałamiające są korzyści ze stosowania Internetu. IBM twierdzi, że zaoszczędzi 750 mln USD umożliwiając klientom znajdowanie odpowiedzi na techniczne pytania bezpośrednio w prowadzonych przez siebie węzłach internetowych. A oszczędności wynikające z prowadzenia wewnętrznych szkoleń w Internecie, a nie w klasach szkolnych, mają zaoszczędzić kolejne 120 mln USD. Ogółem korzystanie z Internetu ma obniżyć koszty IBM o blisko 1 mld USD. Tym samym nagle okazało się, że International Business Machines zaczął przekształcać się w Internet Business Machines. Dlaczego? Bo nie miał innego wyboru. Kiedy jego najwięksi konkurencji - Dell Computer i Sun Microsystems - wykorzystując Internet zwiększyli swoje przychody odpowiednio o 25 proc. i 40 proc., przychody IBM wzrosły ogółem zaledwie o 7 proc. W br. analitycy szacują, że wzrost ten ulegnie nieznacznemu przyśpieszeniu (do 9 proc.) dając przychód w wysokości ok. 90 mld USD. Nie jest to może wystarczająco szybko, ale jeśli uwzględnić, że 15-miliardowy biznes internetowy IBM rośnie w tempie 30 proc. rocznie, o przyszłość firmy można być spokojnym. Skutki PR2000 Na pewnych rynkach IBM działa jednak mniej porywająco. Np. nie zabiega zbytnio o tłumy użytkowników typu dot.com zostawiając ich Sunowi i HP, które sprzedają przez Internet komputery PC, serwery i oprogramowanie. Problem polega jednak na tym, że już wkrótce przez internetowe firmy będzie przechodzić więcej pecetów niż przez tradycyjne, a to jest bardzo niepokojące z punktu widzenia strategii IBM. Kilka ostatnich miesięcy dowiodło jednak, że IBM coraz bardziej koncentruje swoją uwagę na e-biznesie. Na początku października br. firma ujawniła, że zaniecha w Ameryce Północnej sprzedaży komputerów Aptiva bezpośrednio z półek sklepowych oferując je wyłącznie w Internecie. Zamierza także ograniczyć zatrudnienie w dziale serwerowym o 6 proc., a w dziale PC - o 10 proc., co ma poprawić jego sytuację finansową - w ub.r. stracił ok. 1 mld USD. Analitycy rynkowi spodziewają się, że w br. strata tego drugiego działu nie przekroczy 400 mln USD. Następnie, 20 października br., firma poinformowała, że czasowo zawiesiła sprzedaż mainframe'ów (ale nie w Polsce) - jednego z najwolniej rosnących, ale też najbardziej zyskownych działów rynku - dlatego, że większość klientów zrezygnowała z jakichkolwiek działań w tym sektorze do końca roku z powodu PR2000. Zdaniem IBM, to zamrożenie sprzedaży odbije się niekorzystnie na działaniach firmy w pierwszym kwartale przyszłego roku. Mimo odmiennego zdania analityków rynkowych, IBM uważa kłopoty związane z PR2000 za przejściowe. Jednocześnie spodziewa się wzmożonego zainteresowania e-services i innego typu usługami tuż po zakończeniu pierwszego kwartału 2000 r., gdy tylko klienci zakończą zmagania z PR2000. Zdaniem IDC już w 2003 r. świat przeznaczy aż 600 mld USD na technologie związane z e-biznesem, z czego aż 62 proc. przechwycą konsultanci, którzy będą doradzać, jak z tych technologii korzystać, a tylko 29 proc. zostanie przeznaczone na sprzęt i zaledwie 9 proc. na oprogramowanie. Jest to woda na młyn IBM. Mając niezawodne komputery i oprogramowanie wsparte tysiącami różnego rodzaju usług trudno nie odnieść sukcesu. 130 tys. konsultantów działających w Global Services generuje trzy razy więcej przychodu niż Andersen Consulting, EDS i Computer Sciences razem wzięte (1,9 mld USD). W ciągu trzech ostatnich lat IBM wykonał dla swoich klientów (w tym dla Forda) 18 tys. projektów internetowych poczynając od ukształtowania strategii internetowej, poprzez zaprojektowanie stron WWW do zarządzania całą działalnością online'ową firm. Zdaniem Merrill Lynch & Co, IBM uchodzi obecnie, obok Sun Microsystems, za najlepiej pozycjonowaną firmę na rynku umiejętności realizacji projektów internetowych. Sieć priorytetem Jak to było możliwe, by IBM tak szybko osiągnął silną pozycję na rynku internetowym? Otóż jeszcze w 1994 r. Louis Gerstner zrozumiał, że dla sieci najważniejsze są transakcje, a nie przeglądarki czy motory przeszukiwań. Wtedy właśnie podjął decyzję o przesunięciu 25 proc. budżetu badawczo-rozwojowego na prace związane z projektami internetowymi. Od tego momentu każdy nowy produkt IBM musiał być przyjazny dla Internetu, a wkrótce także wykorzystywać język Java. Niedługo potem udało się silnie powiązać z Internetem oprogramowanie Lotus Notes. Najważniejszą decyzją Gerstnera było jednak podjęcie świadczenia usług w zakresie e-biznesu, co nastąpiło w roku 1995 - wtedy, gdy cały świat szalał na punkcie przeglądarek. Usługi tego rodzaju przynoszą obecnie ogromne dywidendy wzrastając w tempie 60 proc. rocznie, co w tym roku oznacza 3 mld USD. Zdaniem Gerstnera, liczbę tę można jednak spokojnie podwoić, jeśli uwzględnić projekty outsoursingowe, które wykorzystują Internet do transportu oprogramowania i usług. Nic też dziwnego, że IBM wzbogaca swoją ofertę usługową tak szybko, jak to możliwe. Tylko w ub.r. firma wprowadziła na rynek 20 nowych usług internetowych wliczając w to prywatny konsulting oraz usługę online dedykowaną firmom średniej i małej wielkości. Za zaledwie 99 USD IBM jest gotów dostarczyć sprzęt, oprogramowanie i usługi umożliwiające małym przedsiębiorstwom uzyskanie dostępu online do Internetu. Firma działa także na rynku ASP (application service provider) oferując systemy biznesowe takich firm, jak PeopleSoft czy Great Plains Software. Ponad e-line IBM jest jednak maruderem. I to jest powód, dla którego utworzono w kwietniu br. zespół zorientowany na sprzedaż produktów i usług IBM wyłącznie firmom internetowym. Oprócz tego, wraz z Conxion Corp. i Silicon Valley Bank, postanowił zaoferować na 6 miesięcy warte do 1 mln USD własne technologie i usługi 24 nowym firmom internetowym. Po 6 miesiącach firmy będą mogły bądź odkupić wypożyczony sprzęt, bądź wziąć go w leasing. Mimo tych wszystkich podejmowanych działań pozycja IBM na rynku internetowym nadal jest niestabilna. Firma nie rozwiązała dotąd np. problemu swojego sprzętu. To prawda, że gdy klienci uporają się z PR2000, nadal będą potrzebować mocy mainframe'ów do prowadzenia operacji biznesowych w Internecie. Ale ich ceny spadają szybciej niż rośnie sprzedaż. Natomiast w biznesie serwerowym, w którym główną rolę odgrywają komputery unixowe, pozycja IBM jest nieustabilizowana. I to jest powód, dla którego jego biznes komputerowy wygląda anemicznie w porównaniu z 25-procentowym wzrostem przychodów Sun Microsystems. W ciągu roku sprzedaż systemów unixowych przez IBM ma osiągnąć poziom 3,2 mld USD przy 7-procentowym wzroście. Mało atrakcyjny konkurent To zepchnęło IBM na boczny tor w czasie największego boomu na serwery internetowe. - Byliśmy mało atrakcyjnym konkurentem dla Sun Microsystems i HP - przyznaje Gerstner. - Wypadliśmy z areny i teraz musimy na nią wrócić - wyjaśnia. Ale i tak sprzęt może być najmniejszym ze zmartwień Gerstnera. E-biznes nie jest już bowiem domeną wyłącznie IBM. Ogromny postęp na polu usług dla e-biznesowych klientów poczyniły Sun i Microsoft, a także inaczej zarządzany Hewlett-Packard. Nawet Intel, mikroprocesorowy gigant, zainwestował 1 mld USD w serwery zarządzające węzłami internetowymi. A przecież na horyzoncie są jeszcze dziesiątki nowych firm internetowych, które razem wzięte także stanowią potencjalne zagrożenie dla IBM. Część klientów korzysta z pomysłów IBM wykorzystując je przeciwko tej samej firmie. Na początku tego roku HP skutecznie przeprowadził kampanię e-serwisową w sposób bardzo podobny, jak to wcześniej zrobił IBM. A strategia ta może być bardzo niebezpieczna dla IBM. HP zamierza bowiem umożliwić swoim klientom dodawanie nowych cech i usług do własnych węzłów internetowych bez konieczności zawierania dużych kontraktów konsultingowych. Oto dlaczego Gerstner nie zaprzestaje wysiłków pompując ponad 50 proc. wartego 5 mld USD budżetu badawczo-rozwojowego w projekty internetowe (w porównaniu z 25 proc. w 1996 r.). Co dalej? IBM chce być dostawcą technologii i usług w celu utworzenia połączenia pomiędzy wszelkiego typu urządzeniami takimi jak pagery, telefony komórkowe czy urządzenia naręczne. W takim przypadku IBM albo będzie leasingować technologię innym firmom, albo budować infrastrukturę i podnajmować nowe możliwości. Wypróbowana sztuczka Aby zaprezentować tę wizję światu i własnym pracownikom Gerstner musiał powrócić do swoich starych tricków. W lutym 1998 r. IBM powołał dział o nazwie Pervasive Computing. Pierwszym zadaniem nowej grupy było stworzenie oprogramowania, które pozwoliłoby dowolnego rodzaju urządzeniom (np. telefonom komórkowym lub organizerom Palm) ściągać informacje z Internetu. Obecnie dział ma w swojej ofercie usługę do wynajęcia, która pozwala tłumaczyć zawartość dowolnej strony WWW i dostarczać ją na dowolny wyświetlacz. A liczba zainteresowanych tą usługą rośnie z dnia na dzień. 29 listopada br. Planet RX, online'owa firma farmaceutyczna, zaczęła korzystać z tego serwisu, który umożliwia wirtualne zakupy za pomocą naręcznych Palmów. Umowę z IBM w tym zakresie podpisały także takie firmy telekomunikacyjne, np. Nokia, Ericsson czy Sprint PC. Technologia to jedno, ale jeśli Gerstner chce zbudować nowy IBM, musi stworzyć nową kulturę internetową. Praca w tym zakresie rozpoczęła się cztery lata temu w Atlancie dzięki powołaniu biura projektowego Atlanta Web o nazwie Artz Cafe, którego celem było przyciągnięcie do pracy nad biznesem internetowym młodych, utalentowanych ludzi. Obecnie IBM stara rozprzestrzenić tę kulturę w całej organizacji. 15 listopada br. ogłoszono rozpoczęcie realizacji projektu Springboard. Po zainwestowaniu 100 mln USD w Atlanta Web, IBM chce rozszerzyć to podejście i otworzyć e-biznesowe centra integracyjne na całym świecie. Zamiast projektowania usług, centra te będą oferować klientom miejsce dające możliwość skorzystania z usług zarówno specjalistów z IBM, jak i z zewnątrz, w zakresie tworzenia następnej generacji rozwiązań e-biznesowych. Tym samym będą one odzwierciedlać nadzieje firmy, która w ten sposób chciałaby zainteresować pracą u siebie potencjalnych znawców Internetu. Dlatego też w Los Angeles centrum będzie znajdować się w atrakcyjnym dla nastolatków miejscu - obok studia MTV i Sony. Oprócz tego IBM, podobnie do Intela i Cisco, po cichu zainwestował 60 mln USD w fundusze inwestycyjne, które koncentrują swoją uwagę na technologiach internetowych. Oczywiście IBM nie spodziewa się od razu znacznych profitów z tej działalności. Chciałby jednak trzymać rękę na pulsie, jeśli chodzi o nowe technologie. Już jedna z pierwszych z inwestycji okazała się niezwykle trafiona. W sierpniu br. IBM zainwestował 45 mln USD w Internet Capital Group, holding finansujący działalność firm internetowych typu business-to-business. A zdarzyło się to tuż przez wejściem tej firmy na giełdę. Obecnie inwestycja IBM jest warta 619 mln USD. Nowy horyzont Jaka jest kolejna granica e-biznesowa dla IBM? Zachęcenie klientów do powierzania IBM procesów biznesowych, które byłyby realizowane poprzez Internet. Weźmy np. firmę UTC, której jeden z oddziałów ma podpisaną z IBM generalną umowę wartości 5,8 mld USD na dokonywanie zakupów poprzez Internet. Firma nie chce, co prawda, powiedzieć, ile na tym zaoszczędziła, ale nie ukrywa, że wzrosła jej efektywność, spadły koszty i stała się żyłą złota przy zbieraniu informacji na temat nawyków zakupowych. Obecnie UTC dysponuje danymi, które pozwalają jej odważniej rozmawiać z dostawcami i uzyskiwać lepsze profity. To jest kierunek, w którym IBM powinien podążać w najbliższym czasie. Jeśli bowiem Gerstnerowi uda się przekonać klientów, że IBM znaczy Internet Business Machines, może on dołączyć do 25 największych na świecie firm internetowych. Opr. na podst. "Business Week"
|