| TELEINFO nr 4/2000, 24 stycznia 2000 r. |
| [nr 3/2000] [Archiwum] [Strona główna] [nr 5/2000] |
|
Skutki, do których może doprowadzić przetaczająca się przez kraj dyskusja nad korupcją instytucji publicznych, mogą się okazać brzemienne dla całego krajowego biznesu teleinformatycznego. Nadal jest bowiem tak, i długo jeszcze będzie, że krajowy rynek teleinformatyczny w znacznej części opiera się na zamówieniach publicznych, a jego dalsza przyszłość silnie zależy od decyzji zapadających w ośrodkach władzy. Odnoszę jednak wrażenie, iż rozpoczyna się właśnie próba utopienia sprawy poprzez jej rozdmuchanie, tyle że wiatr jest sprytnie kierowany nie w tym kierunku, co trzeba. Prezydent ogłosił obietnicę ułaskawienia tego, kto pierwszy ujawni wielką aferę łapówkarską. Czyli ma być tak - jakaś jedna sprawa się rypnie, gazety będą z oburzeniem pisać o przekupnych urzędnikach i demonicznych biznesmenach wymienianych z nazwiska, dojdzie do nagłośnionego procesu, skruszony donosiciel dostanie swoje ułaskawienie (kto wie, co dostanie jeszcze i od kogo), aż w końcu wszyscy odetchną z ulgą: sprawiedliwości stało się zadość i można wracać do codziennej szarzyzny dyskretnych rozmów w zaciszu gabinetów. Ciekawe, kto i kiedy wreszcie stwierdzi, że zapis mówiący o równej winie przekupującego i przekupywanego, oprócz kryminogennego zrównania stopnia zainteresowania obu stron w ukrywaniu prawdy, jest po prostu sprzeczny z prawem własności. Bo każdemu wolno dokonać darowizny z własnych środków na rzecz drugiej osoby (co najwyżej, można by się czepiać niezapłaconego podatku), natomiast prawdziwym przestępstwem jest nadużycie władzy dla osobistych korzyści. Niestety, najpierw wybrańcy narodu musieliby zrozumieć, na czym polega istota pojęcia "własność".
|
|