| TELEINFO nr 6/2000, 7 lutego 2000 r. |
| [nr 5/2000] [Archiwum] [Strona główna] [nr 5/2000] |
|
Rząd, by żądz moc móc zmóc i zaprzestać manipulowania pod płaszczykiem narodowego interesu w sprawach gospodarczych, potrzebuje straszliwej siły woli. Ile tę wolę trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto był ministrem. Ponieważ tylko będąc co najmniej ministrem można poznać ową siłę straszliwą, która trzyma urzędników z politycznego nadania przy żłobach rad nadzorczych, koncesyjnych kopertach i niebotycznych odprawach, jedynie symbolicznie przecież łagodzących ból towarzyszący odbieraniu jakże przygnębiających kopów w górę lub w bok w polityczno-gospodarczej hierarchii prezesur i członkostw. Trzeba więc wysoko, bardzo wysoko ocenić wypowiedź ministra Macieja Srebry, w której ocenił tempo prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej jako zbyt wolne. Co prawda, minister łączności wypowiedział te słowa w momencie, gdy krytykowanie ministra skarbu stało się zajęciem dość modnym, zwłaszcza w kręgach reklamujących się jako nadzwyczaj patriotyczne, ale doprawdy nie czepiajmy się szczegółów. Najważniejsze, że przedstawiciel rządu, i to stojący na czele specjalistycznego resortu, powiedział właśnie to, że trzeba wreszcie tę cholerną telekomunikację zliberalizować.
Jak człowiek słyszy coś takiego, to mu się marzy multimedialny komputer, stojący na biurku koło kredensu, połączony z Internetem łączem 2 Mbps za 30 zł miesięcznie, na którym w mgnieniu oka wyskakują najbardziej przeładowane grafiką witryny internetowe, zaś filmy wideo ładują się w kilka minut. I człowiek zaraz lepiej się czuje.
|
|