SYSTEMY - INTEGRACJA - E-BIZNES
[Spis treści] TELEINFO nr 06/2000, 7 lutego 2000 r. [Strona główna]

Rynki bardziej elektroniczne

Marek Mejssner

Producenci systemów i megapakietów do wspierania zarządzania zaczynają przeżywać kryzys. Tworzenia zintegrowanych rynków pod swoimi auspicjami próbują obecnie tylko SAP i Oracle.

Inicjatywy, które mają na celu wykorzystywanie sieci jako platformy dla wielkich przedsięwzięć e-commerce, mnożą się jak grzyby po deszczu, doprowadzając do niebotycznego wzrostu notowań akcji firm internetowych (zwłaszcza brokerskich) na światowych giełdach.

Ropa on-line

W połowie stycznia br. rynek paliwowy został poruszony zapowiedzią jednego z największych koncernów - Royal Dutch Shell. Firma ta ogłosiła zamiar stworzenia wraz z Commerce One, jedną z internetowych grup brokerskich i e-commerce, światowego rynku energii. Zostanie w tym celu założone joint venture, które stworzy odpowiednie środowisko e-commerce, bazujące na rozwiązaniu Commerce One Market Site. Internetowy rynek ma przy tym obejmować nie tylko ropę oraz jej pochodne, ale także gaz i surowce chemiczne powstające w procesie crackingu. Jego uczestnikami mają być zarówno koncerny naftowe oraz firmy zajmujące się wydobyciem gazu, ale także dostawcy, a przede wszystkim - odbiorcy. Ze względu na obsadę po stronie dostawców, należy spodziewać się, że będą to najwięksi odbiorcy pozarządowi m.in. prywatne kompanie i firmy energetyczne, firmy żeglugowe, dystrybutorzy i dealerzy.

- To będzie rynek on-line, na którym znajdzie się wszystko, co potrzebne w tego typu biznesie; od oprzyrządowania po spinacze do papieru - powiedział Clive Matter, dyrektor ds. zarządzania w Royal Dutch Shell Services International (odgałęzieniu Shella zajmujacym się technologiami informatycznymi i e-biznesem). Shell twierdzi, że powstanie rynku e-commerce na produkty przerobu ropy naftowej i gazu ziemnego przyczyni się znacznie do zmniejszenia jego kosztów operacyjnych. Firma uważa, że wydane na ten cel pieniądze i tak będą mniejsze niż te wydatki.

Shell i Commerce One ogłosiły przy tym, że mimo iż ponoszą lwią cześć kosztów, to cały tworzony rynek uważają za open market i inne firmy z branży mogą się do nich przyłączyć bez warunków wstępnych.

"Potrzeba wielkich wysiłków do uruchomienia i zapewnienia sprawnego działania takiego przedsięwzięcia i im więcej uczestników, tym większa szansa, że zostanie osiągnięty sukces" - głosi oficjalne oświadczenie zarządu Shella. Według analityków stworzenie open market jest koniecznym warunkiem powodzenia takiego przedsięwzięcia, a opcja "przystąpcie teraz, a rozliczać będziemy się później" zwiększa jeszcze jego szanse na sukces.

W nowej firmie Shell zapłaci prawa z licencji Commerce One za wykorzystanie i możliwość tworzenia nowych rozwiązań na bazie technologii Market Site. Według porozumienia będzie mieć też pakiet większościowy akcji nowego przedsięwzięcia. Termin wprowadzenia rynku on-line dla paliw i energii oraz surowców chemicznych nie został podany, ale wiadomo, że pierwsze próby nowego środowiska dla internetowego tradingu tymi surowcami zaczną się wiosną tego roku. Analitycy sądzą, że przy pełnym poparciu branży może to zająć 2-3 lata. Ale nie jest ono jeszcze przesądzone. Największe koncerny paliwowe z USA (np. Amoco) chciałyby też zorganizować taki rynek, ale pod własną kontrolą i na razie zachowują postawę wyczekującą.

Cukier on-line

Nie ucichło jeszcze zamieszanie wokół tej propozycji, a już rynek surowców został poruszony kolejnymi pogłoskami. Oto dwaj niemieccy potentaci w handlu cukrem - Nordsuecker i Sudsuecker - ogłosili zamiar stworzenia europejskiego rynku e-commerce dla handlu tym surowcem. Oczywiście, inicjatywa nie kończy się na Europie - niemieckie firmy rozmawiają bowiem z kontrolującą i monitorującą sprzedaż Światową Organizacja Cukru o stworzeniu na bazie największych przedsiębiorstw producenckich i odbiorców światowego rynku internetowego dla obrotu cukrem. Na razie Niemcy nie podali ewentualnego partnera z firm e-commerce i producentów software, którzy mieliby współpracować z nimi przy tworzeniu europejskiego - na razie - rynku cukru on-line, ale analitycy wskazują na jedno przedsiębiorstwo. Jest nim SAP, który jako jedyna obecnie firma ERP przedstawił wraz z PriceWaterhouseCoopers wizję zintegrowanych środowisk biznesowych określanych mianem SAP Marketplaces.

- To chyba jedyny możliwy wybór, jeśli się chce, żeby nie był to niemiecki rynek wewnętrzny. SAP jest firmą, która stworzyła rozwiązania dla praktycznie wszystkich większych dystrybutorów w branży FMCG - twierdzi Kevin Ashton, analityk technologii w Deutsche Bank.

Poza tym SAP jako jedyny dysponuje zintegrowanym środowiskiem e-commerce do tworzenia wewnętrznych powiązań e-commerce i interakcji z zewnętrznymi środowiskami on-line oraz budowania łańcucha wartości e-biznesu. To mySAP.com. Analitycy uważają, że taki partner mógłby zneutralizować część zastrzeżeń przedsiębiorstw europejskich wobec tego rozwiązania jako do "wychodzącego z Niemiec". Jest to ważne, zwłaszcza w przypadku firm francuskich, tradycyjnie już odgrywających czołową rolę w produkcji cukru w UE (a przynajmniej otrzymujących na ten cel największe dotacje z kasy Unii). Brytyjczycy z MAN i British Sugar uznali na razie propozycję za interesującą, wyraźnie czekając na reakcję innych firm Wspólnoty. Jednak według analityków powstanie rynku e-commerce dla produktów rolnych z obszaru Unii jest przesądzone - trading on-line pozwoliłby na zredukowanie kosztów o aż 40 proc. W dodatku ceny cukru są znowu najniższe od dwóch lat dzięki m.in. rozdętym kosztom, co może wpłynąć na prˇzyśpieszenie decyzji.

Zapewne podobnym rozwiązaniom ma służyć nowa inicjatywa Oracle'a, który ogłosił, że będzie pracować nad stworzeniem aplikacji do rozliczania transakcji handlowych w czasie rzeczywistym czyli finansowej części software'u do prowadzenia e-commerce na internetowych open markets. To łączy się z wysiłkami Chicago Board of Trade, czyli największej na świecie giełdy towarowej, która co prawda jako jedna z ostatnich przechodzi na elektronzny system rozliczeń ze starego open outcry, czyli maklerskiego, ale za to od razu chce, aby powstała przy niej światowa towarowa giełda on-line. Takie skoncentrowanie handlu towarami w Chicago od razu uczyniłoby europejską inicjatywę bezprzedmiotową, skazując ją na rolę wewnętrznego rynku Wspólnoty. Przy okazji warto dodać, że inicjatywa Nordsuecker i Sudsuecker powinna żywo obchodzić polskie cukrownie i specjalistów z Ministerstwa Rolnictwa - obie grupy są jednymi z najpoważniejszych faworytów w przetargach o polskie cukrownie, a w przypadku stworzenia choćby zalążka internetowego tradingu, polski tani cukier byłby dla tych firm dodatkowym atutem (i szansą dla naszych cukrowni).

Riposta zza oceanu

Nie jest to zresztą jedyna inicjatywa stworzenia dużych rynków e-commerce. Odpowiedź ze Stanów może być druzgocąca. 12 amerykańskich blue chips, czyli kompanii z czołowej dwudziestki listy "Fortune 500" postanowiło skomasować wysiłki i stworzyć konsorcjum, które wykreuje środowisko e-biznesowe adresowane do wszystkich branż. Lista udziałowców tego przedsięwzięcia wygląda imponująco. Biorą w nim udział m.in. Kellog, Bethlehem Steel Corp., Prudential Insurance Company of America, czyli przedsiębiorstwa z sektorów: FMCG, handlowego, finansowo-bankowego i ubezpieczeniowego. Innymi udziałowcami są firmy farmaceutyczne oraz telekomunikacyjne i takie giganty informatyczne jak Microsoft. Łączne przychody udziałowców wynoszą 200 mld USD rocznie. Podstawowym powodem utworzenia tak egzotycznej koalicji jest chęć jak największego obniżenia kosztów - Boston Consulting Group twierdzi, że w ciągu następnych trzech lat przychody z handlu sieciowego wzrosną z 1,03 mld USD obecnie do 2,8 mln USD. Dotyczy to przy tym wyłącznie transakcji B-2-B, wielkość transakcji B-2-C dopiero pod koniec tego okresu stanie się dla bilansu internetowego handlu istotna. Tak jak poprzednie jest to inicjatywa open market i pierwsi udziałowcy chętnie widzą w niej następnych - zwłaszcza firmy z Europy i Azji.

Platforma, na której będą się odbywać transakcje pierwszych z 12 udziałowców, to EDS CoNext, stworzona przez EDS, jedną z największych firm produkujących systemy do wspomagania transakcji i oprogramowanie finansowe, i Aribę, przedsiębiorstwo powstałe przed czterema zaledwie laty, obecnie jedno z najdynamiczniej tworzących rozwiązania e-biznesowe. Konsultacjami, szkoleniami oraz wspomaganiem zarządzania internetowym rynkiem ma zająć się A.T.Kearney - firma konsultingowa stanowiąca własność EDS. Nowy rynek on-line ma być podzielony według stref geograficznych, ich rozmiarów oraz wewnętrznego w nich popytu (np. braku bądź istnienia przemysłu generującego zapotrzebowanie). Ma ich być 12. Udziałowcy spodziewają się docelowo osiągnięcia z nich 160 mld USD rocznych przychodów. Jeśli inicjatywa ta byłaby udana, wówczas wszystkie tworzące się obecnie rynki e-commerce zostałyby zmajoryzowane przez inicjatywę amerykańskich blue chips, a całe oprogramowania transakcyjne pochodziłoby od EDS. Stąd też inicjatywa ta jest oceniana bardzo sceptycznie.

- To dopiero projekt. Jego gigantyzm i brak jakichkolwiek szczegółów świadczą, że udziałowcy nie orientują się w skomplikowaniu takiego przedsięwzięcia i trudnościach, które czekają na każdym kroku. Oceniałbym to jako raczej pewną deklarację intencji, która dopiero po fazie prób może stać się działającym przedsięwzięciem. W tym przypadku opóźnienie nie jest tak istotne, bo jeśli nawet oddolnie zostaną utworzone rynki branżowe, to taki wielki rynek e-commerce je wchłonie. Na razie jednak nie można powiedzieć o tym niczego konkretnego - sądzi Brian Ashford Russel, szef grupy technologicznej Henderson, specjalizującej się w inwestowaniu w nowe przedsięwzięcia hi-tech.

Kto skorzysta?

Na pewno firmy internetowe, zajmujące się usługami sieciowymi, e-commerce i e-biznesem oraz brokerstwem internetowym. Caroline Daniel z "Financial Times" zwraca uwagę, że wartość "inkubatora nowych technologii internetowych", jakim jest firma NewMedia Spark, wzrosła z 20 mln GBP do 260 mln GBP. Analitycy z Merril Lynch mówią o tendencjach do tworzenia joint ventures zajmujących się tworzeniem internetowych rynków lub wręcz fuzji, które mają na celu wprowadzenie do firm tworzących środowiska e-biznesowe, rozwiązań wypracowanych przez firmy z poszczególnych branż.

Następnymi beneficjentami tych wielkich rynków e-commerce mogą być firmy software'owe, które dotąd produkowały pakiety zintegrowane lub systemy do wspierania zarządzania. Jednak tylko Oracle i SAP (w mniejszym stopniu Scala, która otrzymała rok temu nagrodę Gartner Group za najlepiej zintegrowany z wymaganiami e-commerce pakiet ERP) odnalazły się w tej nowej dla siebie sytuacji. Poważny kryzys, związany z dymisjami niemal całego manegementu i charyzmatycznej prezes Mary Coleman - przeżywa Baan. Inne firmy dopiero wprowadzają rozwiązania e-biznesowe.

W takiej sytuacji nie jest wykluczone, że w wyścigu o jak największe udziały na wielkich rynkach e-commerce, których budowy właśnie jesteśmy świadkami, wygrają dobrze zadomowione koncerny informatyczne. IBM podał ostatnio wiadomość o wielkim projekcie, który ma na celu opracowanie na bazie Linuxa jednolitej platformy do e-commerce oraz środowiska do wspomagania zarządzania - takiego jakim jest Windows. Apple także będzie tworzyć rozwiązania e-commece dla sektora MSP i sieci korporacyjnych. Podobne projekty od dawna prowadzi Sun, Compaq i Hewlett-Packard. Możliwy więc jest alians tych potentatów z mniejszymi, ale bardziej prężnymi firmami internetowymi (Ariba i tymi spośród wielkich ERP lat 90.), którzy ockną się po sieciowym szoku w porę. Takie wspólne przedsięwzięcia byłyby w stanie dostarczyć gotowych rozwiązań nawet potentatom z "Fortune 500".

Copyright © TELEINFO. Wszystkie prawa zastrzeżone.