| TELEINFO nr 7/2000, 14 lutego 2000 r. |
| [nr 6/2000] [Archiwum] [Strona główna] [nr 8/2000] |
|
oczątek roku jest okazją do snucia rozważań na temat perspektyw rozwoju różnych branż sektora IT. Nie brakuje głosów, że na czele umocnią się ze znaczną przewagą technologie internetowe i e-biznes. W polskich realiach e-biznes to jednak zupełnie coś innego niż w krajach wysoko rozwiniętych. Jeśli przejrzy się polskie przepisy dotyczące handlu elektronicznego, amortyzacji, podpisu elektronicznego czy dokumentów, to okazuje się, że transakcje wykraczające poza wielkość 100 zł z karty debetowej i skalę kilku tysięcy klientów są w ich świetle praktycznie niewykonalne. Czy oznacza to, że e-biznesem nie należy się u nas zajmować? Takie zaniechanie na pewno byłoby szkodliwe, gdyż wprowadzając mechanizmy e-commerce na dużą skalę można - także w naszych warunkach - uzyskać oszczędności na poziomie 40 proc. kosztów operacyjnych. Co jednak robią organizatorzy konferencji organizowanych na ten temat? Otóż skupiają się na oczywistych zaletach e-biznesu nie zająknąwszy się nawet przy tym, jak praktycznie w polskich warunkach można wprowadzać jego mechanizmy. Czy to się w tym roku zmieni? Powinno. Ważniejsze od tego wydają się być jednak dwa inne problemy związane z e-biznesem. Po pierwsze, wdrażanie nowych mechanizmów wymaga działania nie tylko firm czysto internetowych, ale także współpracy zainteresowanych nimi przedsiębiorstw (bo ktoś musi te projekty sfinansować), firm spedycyjnych (bo ktoś musi się zająć stroną logistyczną transportu i samym procesem dostawy) oraz marketingowych i PR (bo działania marketingowo-promocyjne i informacyjne są w takich przypadkach nieodzowne), a z tym może być w naszych realiach krucho. Po drugie zaś, e-biznes, mimo bardzo dynamicznego rozwoju, jest jednocześnie obarczony ogromnym ryzykiem, gdyż obecnie stosowane biznesowe modele jego działania niekoniecznie muszą okazać się zyskowne na rynku konsumenckim. Także na rynku polskim.
|
|